czwartek, 9 sierpnia 2012

The Dark Knight Rises


      No witam! Po dłuższej nieobecności bloga, przyszła pora na zrecenzowanie niekwestionowanego hitu tego lata - The Dark Knight Rises. Specjalnie dla tego filmu pojechaliśmy z Coeniastym do Poznania, do najbliższego naszej wiosce IMAXa. Jako że TDKR był reklamowany jako film z ponad godziną scen kręconych na taśmie 70 mm, warto było przekonać się 'naocznie' jak prezentuje się ta IMAXowa jakość na wielkim ekranie. Temu wątkowi jednak poświęcę osobny akapit recenzji, na razie pora na ocenę samego dzieła wybitnego reżysera, jakim niewątpliwie jest Christopher Nolan. Część kończąca nolanowską trylogię filmów o mrocznym mścicielu Gotham zasługuje na pochwały jakie były słane pod jej adresem w ostatnich tygodniach ale także pozostawia w paru miejscach niedosyt.
    "Mroczny Rycerz Powstaje", bo taki tytuł nadali mu polscy tłumacze, rozpoczyna się 8 lat po końcu poprzedniej części. Batmana od dawna nikt nie widział, podobnie jak Bruce'a Wayne'a. W jego posiadłości cały czas odbywają się bankiety związane z fundacją Wayne'ów , ale samego właściciela na nich nie ma. Właśnie toczy się przyjęcie na cześć wielkiego bohatera Gotham - Harveya Denta. Takie otwarcie (choć nie do końca stricte jest to otwarcie, o czym za chwilę) znakomicie łączy ostatnie sceny "Mrocznego Rycerza" z trzecią częścią trylogii. Jednakże całość akcji zawiązanej w siedzibie Bruce'a poprzedzona została prologiem. Bo sceny bezpośrednio otwierające cały film przedstawiają nam głównego 'złego Pana' - Bane'a. Porywa on rosyjskiego naukowca z samolotu. Cała akcja - nakręcona IMAXem - w połączeniu z muzyką daje na prawdę mocny początek. Większość wątków na całe 2h45min filmu zawiązuje się jednak w trakcie bankietu, stąd tak na prawdę przyjęcie u Bruce'a jest takim normalnym otwarciem całej fabuły. Mamy w jego trakcie okazję obserwować w akcji Selinę Kyle - złodziejkę która pragnie okraść Wayne'a. Narodzi się z tego bardzo fajny wątek. Nie zdradzając dalej fabuły (a jest tego w cholerę!!) powiem tylko skrótowo, że w pewnym momencie Bane zaczyna ostrą rozgrywkę i Batman musi powrócić i dać z siebie wszystko, dosłownie wszystko! żeby ratować miasto i jego mieszkańców. Scenariusz jest dobrą stroną filmu. Rzeczywiście sporo się dzieje, jest trochę twistów fabularnych. Faktycznie TDKR jest końcem całej trylogii i jako taki powinien być traktowany, bo jako samodzielny film oceniłbym go słabiej troszkę niż 'dwójkę'  - TDK. Ale jako część zamykająca , to zdecydowanie jest to finał epicki wręcz i rozegrany z rozmachem ale i smakiem. Wiele wątków jest mocno powiązanych z pierwszą częścią i wręcz nie da się bez jej znajomości podejść do TDKR. Co do samej końcówki:
UWAGA BARDZO GRUBY SPOILER
Kiedy Batman odlatuje z bombą nad zatokę i gra taka nastrojowa muzyczka. Bomba wybucha, wszyscy myślą że umarł i oddał wszystko dla Gotham...dosłownie wszystko. Pomyślałem wtedy "Nolan ma jaja". I potem kilka scen kończących: wprowadzenie Robina, pomnik dla Batmana, pogrzeb Wayne'a. A ostatnie dwie sceny znów zwrot akcji: okazuje się że Wayne zainstalował autopilota w Batpodzie i przeżył. Alfred spotyka go we Florencji, kiedy ten odpoczywa razem z Seliną w kawiarence - przepiękna klamra nawiązująca do słów Alfreda o tym jak bardzo liczył na normalne życie dla Bruce'a. Zaznaczę od razu, przyjmuję taki koniec filmu jako na prawdę fajny i mi się on bardzo podoba. Jest optymistyczny i super-klamrą zamyka super-trylogię. Ale jest też hollywoodzki, to trzeba przyznać, myślałem jednak że Nolan ma trochę więcej ikry i że uśmierci Batmana. Mnie osobiście nawet aktualne zakończenie bardziej się podoba ale np. Coen zarzucał mu taki sposób zakończenia i wyobrażam sobie że wiele osób takie zarzuty stawiać będzie. Nic to, z wizją reżysera zawsze jedni się zgodzą a inni - nie.
KONIEC SPOILERA

Starcie dwóch gigantów

      Po omówieniu fabuły, myślę że czas na omówienie aktorstwa. Jak w obu poprzednich częściach trylogii o mrocznym rycerzu Gotham, tak i tu gra aktorska jest na najwyższym (choć nie wiem czy oskarowym) poziomie. Akurat Christian Bale nie jest tu najwybitniejszy. Po prostu zrobił swoje na swoim, wysokim poziomie. Wyróżniłbym przede wszystkim Tom'a Hardy'ego za rolę Bane'a. Dostał trudny kawałek chleba. Po oskarowym Jokerze bardzo trudno było wcielić się w przeciwnika który by mu dorównał. W dodatku grał cały czas w masce, więc musiał nadrabiać wyrazem oczu. Myślę, że Hardy (mimo iż nie dorównał Ledgerowi) zdecydowanie udźwignął rolę i brawa za to mu się należą! Nie jest to co prawda najlepsza z postaci trylogii (1. Joker, 2. Ra's Al Ghul, 3.Bane i Scarecrow) ale i tak ma swój fajny smaczek i jest warty pochwał. Wątek Bane'a jest fajnie poprowadzony ale jak się dowiedziałem, wycięto dość ciekawą scenę która zbliżyłaby postać bardziej do komiksowego pierwowzoru. (czekam na wydanie dvd!!) Kolejną postacią jaką bym wyróżnił jest ... Alfred. Dla mnie Michael Caine pokazał tu pełny kunszt. Scena kiedy rozmawia z Brucem na prawdę ściska gardło. To najbardziej emocjonalna część Alfreda w całej trylogii i najciekawsza aktorsko, stąd wyróżniam go w recenzji. Ze swojej części zadania bardzo dobrze wywiązała się też Anna Hathaway. Jej catwoman jest rzeczywiście prawdziwą kotką, ciężko nawet określić to jakoś bardziej szczegółowo, to trzeba zobaczyć - Selina jest silną i niezależną osobą, ale zgrywa też słabą kobietkę lub uwodzi facetów, zależnie co i kiedy jest jej potrzebne do osiągnięcia własnych korzyści.

Catwoman w wykonaniu Anne Hathaway jest na prawdę fajna ;)

Pojawił się też Joseph Gordon-Levitt, jako młody, energiczny policjant. Przejmuje on na siebie sporo obowiązków kiedy komisarz Gordon (jak zwykle dobry w swej roli Gary Oldman) trafia do szpitala. SPOILER Najważniejszym elementem wątku JGL jest to, że po odejściu Batmana na emeryturę staje się on Robinem. Uważam osobiście że średnio to pasuje, bo Robin był pomocnikiem mrocznego rycerza, lepszy by był Azrael lub Nightwing (choć w sumie Robin był Nightwingiem później z tego co wyczytałem z wiki). W każdym razie przydałoby się też pokazać scenę jak Robin się przebiera i zaczyna działalność wtedy wszelkie spekulacje dot. postaci można było uciąć KONIEC SPOILERA Pojawia się też Marrion Cotillard jako Miranda Tate. Odgrywa ona sporą rolę w Wayne Enterprises. Łączy ją też (wymuszony moim zdaniem na maksa) wątek romantyczny z Brucem Waynem. GRUBY SPOILER Tate okazuje się być Talią Al Ghul - córką Ra'sa i to ona uciekła z więzienia a nie Bane. W sumie świetny twist fabuły! Pomijając fakt że nie lubię Cotillard bo jest brzydka i się nie nadawała na Talię, ale cóż.... Gdyby też się nie znało plotek z planu wcześniej.... ale też tego że to ona kontroluje Bane'a to akurat się nie spodziewałem. Sądziłem że Ra's przeżył, szkoda że się myliłem. Zabrakło mi właśnie większej ilości Ra'sa, który tylko się pojawił w retrospekcji i jako zjawa nocna, liczyłem na więcej. KONIEC SPOILERA
      Czas na omówienie technicznych aspektów. Na pewno efekty w całym filmie są bez zarzutu. CGI już osiągnęło taki poziom że bez trudu Twórcy mogą umieszczać w swych dziełach co chcą i jak chcą. Scenografie świetne były w paru miejscach: więzienie Bane'a, Gotham w trakcie chaosu w finałowej rozgrywce (sąd 'ludowy', w którym sędzią jest Crane siedzący na stosie rozwalonych biurek i książek - genialne sceny). Widać, że Nolan nastawiał się przede wszystkim na kręcenie w formacie 70 mm, gdyż wszystkie najważniejsze wydarzenia są tak przedstawione. Cały finał filmu (a jednocześnie trylogii) jest pokazany w IMAXie.
    Co do samego kina, to pomimo siedzenia w 8. rzedzie 13-rzędowej sali odnosiłem wrażenie jakbym siedział na samym przedzie zwykłego kina, tak wielki jest ekran, na prawdę przysłania większość pola widzenia. Sceny "zwykłe" są w letterboxie 2,4:1 natomiast te z taśmy 70 mm są pokazywane w aspect ratio 1.9:1. Przejścia pomiędzy poszczególnymi rozmiarami obrazów są płynne, wręcz czasem niezauważalne. Pomimo iż była to kopia cyfrowa (czyli cała taśma skanowana w jednej wybranej rozdzielczości dpi) i wyświetlana z projektorów 2K (na jakieś 90% były to takie) to wyraźnie sceny IMAXowe odróżniały się lepszą jakością. Najwyraźniej większa taśma lepiej znosi skanowanie i projekcję i zachowuje przy tym lepszą rozdzielczość. Dźwięk był bardzo głośny, IMO trochę zbytnio i czasem aż głuchłem od hałasu, był lekki przester. Nie mogę się doczekać aż zobaczę film z zwykłym kinie i porównam.
     Muzycznie było, jak przystało na Zimmera, świetnie!! Wątek przewodni Bane'a cały czas mi gra w głowie. Również wątek Batmana był super (kiedy ten pierwszy raz po 8 latach wkracza do akcji). Były też momenty praktycznie bez muzyki, wyciszone, też fajnie dobrane, np. hymn USA śpiewany przez chłopca na stadionie, albo skandowanie "rise" które układało się w motyw muzyczny Bane'a ale 'a capella'. Jedynie miałbym lekki zarzut do nadużywania tegoż motywu, czasem już nużył mnie miejscami. Dźwiękowo też dobrze, choć jednak wolałbym oryginalny głos Bane'a a nie dogrywany w studiu :/ (Liczę że będzie na dvd możliwość wybrania oryginalnej ścieżki dźwiękowej).
    Jeszcze parę słów na temat 'komiksowości'. Otóż trzecia część trylogii zdaje mi się najmniej 'komiksową'. Jest najbardziej ze wszystkich nastawiona na realizm. Trochę właśnie zabrakło mi nawiązań do innych przeciwników mrocznego rycerza. Owszem był Crane, ale bez maski i zbyt normalny jak na niego, miał fajne wdzianko przypominające stracha, ale maski nie było !! Sceny w sądzie aż o nią się prosiły! Druga rzecz - pokazywano Blackwater. Aż prosiło się o przejazd kamerą po celach i pokazanie kilku przeciwników Batmana (jako taki hint dla maniaków komiksu) - też nie było. Zasz pojawiał się w Batman Begins i potem w TDK - tutaj też go brakło, nawet na ułamek sekundy :( Myślę, ze TDKR mógł zyskać na tym, gdyby Twórcy zdecydowali się choć puścić oko do fanów komiksu. Scena walki Batmana z Banem w kanałach (oparta na "Knightfall") to za mało jednak. Choć skoro przy tym jesteśmy, to właśnie ten moment to takie 5 minut Bane'a, gdzie jego teksty wprost dorównują Jokerowym! Myślę że to jego najlepszy moment w filmie! Ubiór catwoman też mógł choć troszkę bardziej nawiązać do komiksowego pierwowzoru...

Let the game begin !!!

   Podsumowując, film jest świetny choć lekko mi się dłużył miejscami, uważam że 2h20min Dark Knighta było idealne, więcej nie trzeba. Pomimo tego, i tak TDKR jest świetnym zamknięciem trylogii i jako takie zasługuje na pochwały. Świetne role całej obsady powodują, że widz czuje się wciągnięty w opowiadaną historię, a dzięki świetnej muzyce i IMAXom wręcz bierze w niej udział. Co prawda w paru miejscach były niedociągnięcia, mam parę zastrzeżeń bo dałoby się wyciągnąć stosunkowo niewielkim kosztem trochę więcej komiksowości i sprawić aby historia nabrała więcej smaku i głębi, ale i tak głownie dzięki kompleksowości fabuły, licznym nawiązaniom do poprzednich części (do 'jedynki' zwłaszcza), muzyce Zimmera no i dzięki epickiemu zakończeniu - przyznaję zasłużoną ocenę 9/10. Warto było jechać aż do Poznania na ten film! :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz